27 Lipca
Podczas gdy Natalie cały czas przesiadywała u Bill'a w szpitalu, a Chris przesiadywał u Jacoba, cały czas myślałam jak będę urządzać swój nowy pokój. Sporadycznie Caroline przychodziła do mnie, robiłyśmy tortille, chodziliśmy po sklepach meblowych, po sklepach odzieżowych, wybierałyśmy kolor ścian do mojego pokoju, a tato dawał mi raz na tydz. kasę żebym na razie mogła się sama utrzymać, bo sprawa z mieszkaniem się trochę przeciągnęła.
Wieczór
Siedziałam sama w domu, i skakałam po kanałach gdy natknęłam się na jakiś kanał z wiadomościami.
-Breaking News: Wielki pożar przy ulicy Waszyngtona 20. 5 osób było w środku ich stan nie jest jeszcze wiadomy, ale będziemy państwa informować o stanie ludzi przebywających w tym czasie w domu.
Waszyngtona 20.... Przecież tam mieszka Jake. Serce na chwile mi zamarło. Christopher był tam z nim w środku, mogło mu się coś stać. Miałam łzy w oczach.Pobiegłam po deskę i szybko pojechałam na miejsce.
_______________________________________________________________________
Gdy byłam na miejscu było chyba 6 straży, 6 karetek. Cała rozpłakana, biegłam nie wiadomo gdzie szukając Chrisa. O dziwo go znalazłam. Siedział w karetce z zabandażowaną ręką od nadgarstka do łokcia. Szybko do niego pobiegłam jakbym miała jakiegoś speeda.
-Chris!!!-wskoczyłam na niego- Nic ci nie jest? Boże jak się cieszę że żyjesz.-Wtuliłam się w niego z całej siły
-Już dobrze. Mam tylko lekko poparzoną rękę.
-Co z Jacobem?? Komuś się coś stało?
-Jacob jest mocniej poparzony niż ja bo chciał uratować swojego młodszego brata, i zajęła mu się bluzka, stracił przytomność a dzieciak spadł na podłoge i też się potłukł ale straż wyciągnęła go i dziecko w samą porę.
-A inni.?
-Jego ojciec i siostra nie żyje.
Zrobiło mi się smutno bo był to najlepszy przyjaciel taty
-Jak dobrze że żyjesz.-Przytuliłam się do niego, słona łza spływała, po moim bladym policzku.
-Przepraszam-dotknął lekko palcem pielęgniarki stojącej koło małej szafeczki ze strzykawkami.- Czy mógłbym już iść?
-Boli cię coś?
-Raczej nie.
-No dobrze. To niech cię wyprzytula dziewczyna to od razu poczujesz się lepiej. Tylko przychodź na opatrunki dobra?
-Dobrze dziękuję.
Wróciliśmy do domu ok 1 w nocy.
-Chcesz coś jeśc?
-Nie nie chce. Chodźmy na górę.
Objął mnie
-No to chodź
Poszliśmy na górę. Wzięłam prysznic przebrałam się i przyszłam.
Było zimno weszliśmy pod kołdrę. Chris zasnął od razu. Leżał na moim brzuchu a ja lekko głaskałam go po głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz