czwartek, 13 maja 2010

Rozdział IV

Tydzień w szpitalu to jednak męczarnia. Pogodziłam się z tym że już nigdy nie będą chodzić. Lecz jednak nadzieja powróciła i była prawdziwa. Po operacji lekarze mówili że będę chodzić, na pewno.Po 3 tygodniach mojego skoku, byłam w domu.Codziennie przychodził do mnie facet na rehabilitacje.
-Aaaa boli.!-Krzyknęłam gdy rehabilitant mnie rozciągał.
-Musi poboleć wytrzymaj jeszcze chwile!Już.
-Spróbuj pomachać nogami.
Udało mi się.
Po 30 minutach ćwiczeń David pomógł mi wstać, próbowałam iść. Kawałek podeszłam.
-Super sobie już radzisz. To ja idę. Cześć.
-Pa
Po 15 minutach ktoś przyszedł do domu i chciałam otworzyć. Był to Chris. Powoli wstając zrobiłam krok i już się wywalałam.
-AA!
Chris złapał mnie w ostatniej chwili. Spojrzeliśmy sobie w oczy :
-Dobrze że jesteś-powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu. Trzymałam się rąk aby się znów nie przewrócić.
-Mam dla ciebie coś pysznego!-Powiedział wyciągając mój ulubiony kubełek. Składniki jak do kebabu tylko więcej sosu i frytki.
-Mhm pyszności.
-Jemy na balkonie?- ze swoim rozbrajającym uśmiechem zapytał
-No dobra ale ja nie wejdę na górę własnymi siłami i nogami.
-Zaniosę cię.-Wziął mnie na ręce i niósł na górę kiedy ja trzymałam się mocno jego koszulki. Usadził mnie w hamaku po czy się położyłam
-Trzymaj-powiedział dając mi kubełek pyszności.
Gdy zjedliśmy byłam obżarta normalnie.
-Może się zdrzemniesz?
-No dobra.
Powoli bujał hamakiem podczas gdy słuchałam muzyki usnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz